Czerwony kubek to czerwony alarm dla obrońców Święta Bożego Narodzenia. Piramida oczekiwania na Wigilię została nieodwołalnie zachwiana przez odjęcie cegiełki podtrzymującej tę śledziowo-prezentowo-opłatkowo-konsumpcyjną konstrukcję.
Pośród pań w supermarketach, które – przebrane za śnieżynki, tudzież aniołki – poruszenie. „Jak można pozbawić wierzących tak ważnego, chrześcijańskiego elementu?!” Szepczą między sobą sypiąc brokatowym pyłkiem w twarze klientów.

 


Serio, myślałam, że to żart. Myślałam, że wszyscy ludzie, piszący na twitterze oburzone posty „no more starbucks”, „you stole my xmass” - to po prostu trolle. Myślałam, że ludzie, uznający brak śnieżynek i reniferków pląsających po kubkach za obrazę chrześcijan to mało śmieszni żartownisie. Myślałam, że pastor z New Seattle postulujący w swym filmiku na youtube bojkot kawiarni to przebieraniec kontynuujący tę farsę. Niestety.


Żenujące wpisy i komentarze podkreślające dewocję domniemanych chrześcijan okazały się być prawdziwe.

 



Czerwony kubek zepsuł rzeszy przykładnych katolików ICH Święta. Wzywają więc do bojkotu szatańskiego Starbucksa. Okej. Ja natomiast wzywam do bojkotu bojkotujących. Bo moje Święta nie zostaną zepsute przez brak brokatu na kubku, tylko przez kompletnie niepotrzebną dyskusje o tym, dlaczego tego brokatu nie ma.

 

 

PS. Ku pamięci – dla wszystkich, którzy płaczą i zagryzają wargi strzelając nienawistnym spojrzeniem w stronę minimalistycznego kubka – poniżej: sławetny baner z roku 2014.


Wesołych Świąt, moi mili, oby kofeina z innego źródła niż kawa Starbucksa ukoiła Wasze nerwy i dodała sił, by walczyć w obronie symboliki Świąt.
 

 

i bonus. moja własna kompozycja na uspokojenie.

 

 

|| Tekst: Ola Pakieła