Od tygodnia czuję się, jakbym na Teatr Polski we Wrocławiu patrzyła przez dziurkę od klucza. Zobaczę te goliznę, czy nie? Rozczarowała mnie już „Nimfomanka”, wokół której przed kinową premierą powstał ogromny szum. Nie chcę więcej rozczarowań. Dajcie mi skandalu, dajcie mi orgię, albo chociaż powiedzcie, że będą jakieś gołe baby.


 

Przeczytałam 10 artykułów. Obejrzałam relację obrzucania domu matki reżysera jajkami i pomidorami. Poprzeglądałam fotki obrońców czci teatru tłukącego banerami wchodzących do budynku ludzi.

 

I nadal nie mam pojęcia, o czym jest spektakl. Czy kłócimy się w imię Dzieła, przez duże „D”, czy podrzędnej sztuki, nie mającej zbyt wiele do zaoferowania. Czy seks będzie, czy jednak nie.

 

Dyrektor teatru przyznaje – tak, będą sceny seksu. Tak, będą aktorzy porno z Czech.
Cóż, aktorów porno zazwyczaj nie zatrudnia się, aby odgrywali sceny picia herbatki w malinowym chruśniaku. Widzowie prapremiery jednak (dziurka od klucza na 1 mm) twierdzą, że sama scena seksu trwa co najwyżej minutę. Spektakl ma zaś dwie godziny.
Jedni twierdzą, że sceny intymne są udawane, drudzy, że - po wnikliwej obserwacji – mogą stwierdzić, że stosunek był prawdziwy.

 

 

Kolejny chwyt marketingowy mający na celu zapełnienie sali do końca 2016 roku?
Milion pytań bez odpowiedzi przyciągają do samodzielnego śledztwa.
Do dyrekcji, recepcji i sekretariatu Teatru Polskiego we Wrocławiu dzwoniłam ponad dwadzieścia razy. Nikt nie odebrał.
Cóż więc pozostaje, poza kupnem biletu na kolejny spektakl?

 

Zakazany owoc smakuje najlepiej. Teatr Polski zdaje się wiedzieć o tym najlepiej.
Czy sztuka powinna być finansowana z pieniędzy publicznych? Tak. Czy TAKA sztuka powinna być finansowana z pieniędzy publicznych? I tu zaczynają się schody. A także podział zdań. 

Sztuka rządzi się swoimi własnymi prawami. Ma poruszać, skłaniać do refleksji, szokować. 
Ujmowanie jej w kategorie, szufladkowanie nie ma najmniejszego sensu, jednak promowanie wydarzeń kulturalnych przez sztuczne nadmuchiwanie skandalu wzbudza już pewne kontrowersje.
Czy spektakl obroni się swoją treścią? Czy 2 godziny przyciągną widzów nie tylko poprzez kontrowersje? Zobaczymy.

 

Reasumując:
Seks (aktorzy porno z Czech) + Polityka (nieostrożność Glińskiego, który tylko pomógł w promocji spektaklu) + pieniądze ( ze sprzedaży biletu) okraszone atmosferą skandalu wobec stosowania cenzury prewencyjnej oraz szczyptą walki sztuki z polityczną poprawnością. To wszystko tworzy spektakl pożądanym, tajemniczym, słowem – idealnym.


Zobaczmy tę minutę seksu (udawanego/prawdziwego), zróbmy fotkę na instagram, oznaczmy hashtagiem #teatrporn i będziemy mogli wreszcie spokojnie spać.

 

 

|| Tekst: Ola Pakieła