Nie czytałam „Listów”, nie znałam wcześniej Jansson jako autorki dla dorosłych. Moje wyobrażenia zamknęły się na paraliżujących „Muminkach”, które hipnotyzowały Buką czy Małą Mi. Stąd wielka ciekawość i chęć poznania dorosłej propozycji Tove Jansson.

Tom zawiera dwa opowiadania. Pierwsze z nich, „Słoneczne miasto” przenosi czytelnika na słoneczną Florydę, gdzie swoich ostatnich lat dożywają seniorzy zebrani w całkiem porządnym domu spokojnej starości. Poza werandą wyposażoną w adekwatną liczbę bujanych foteli (najważniejszy punkt strategiczny domu – widać kto, gdzie, z kim, po co). Plotki, dociekania, snucie opowieści, kłótnie, przekomarzania, zazdrość, docinki, wachlarz codziennych rozrywek seniorów jest naprawdę bogaty w odcienie.

Dni mijają, podobne do siebie niczym krople wody, dając jedynie nadzieję na zbliżający się coraz bardziej Bal Wiosenny – najważniejsze bodaj wydarzenie w mieście (dla pensjonariuszy podobnych przybytków, rzecz jasna). Bal ma swoje stałe, odwieczne reguły, ma swój plan i program, który niezmienny od lat, daje poczucie stałości, ale też pewność, że mimo perfidnego upływu lat, zmian (na gorsze), jest coś, co pozwala choć na moment cieszyć się pozorną stabilnością – Bal.

Tove Jansson - Słoneczne miasto

Choć przez jeden dzień życie nie będzie zaznaczane od posiłku do posiłku, choć przez moment będzie można skupić się na przyjemności, nie pozornej, a prawdziwej! Cóż za rozkosz! Cóż za przykrość.

Bo oto odkrywa nam się cała ponura prawda o starości – szwankuje zdrowie, nerwy, ale najgorsze jest to, że pojawia się okrutna samotność. Pensjonariusze to ludzie pozostawieni przez własne rodziny (pod pozorem lepszej opieki, towarzystwa itp.), oddani niczym niepotrzebne meble, starają się jakoś odnaleźć w więzieniu wieku i ciała.

Podobnie jest z drugim opowiadaniem, „Kamienne pole”. Jego bohaterem jest Jonasz, świeżo upieczony emeryt, który postanawia napisać biografię Igreka. Całkiem niespodziewanie dla twórcy, okazuje się, że ma on wiele wspólnego z własnym bohaterem: zaburzone relacje z rodziną, ucieczka od rzeczywistość w świat fantazji, pracy, iluzji, a do tego brak zainteresowania codziennością…

Gdy praca nad książką stała się okazją do zrobienia własnego rachunku sumienia, doszło do bardzo gorzkich podsumowań.

U schyłku życia podsumowania nie zawsze wypadają pomyślnie, bilans zysków i strat nie przedstawia się zachęcająco.

Tove Jansson serwuje czytelnikowi gorzką refleksję nad przemijaniem i starością – w zasadzie truizm, ale jakże dotkliwy i aktualny – nikt nie potrzebuje starych ludzi, trudno o godną i ważną starość. Buka w dorosłym świecie…


Przekład: Teresa Chłapowska, Justyna Czechowska
Wydawnictwo Marginesy
Warszawa 2017

 

Fot: https://www.facebook.com/Bookarest/